wtorek, 12 lutego 2013

ciągle spotykam się z K. Chłopiec pisze do mnie nieustannie. Zaprosił mnie na randkę w Walentynki..
Ludzie, ktorzy mnie znają wiedzą, że takich rzeczy się po prostu nie robi.

Problem w tym, że chcę już to skończyć. K. to nie jest facet dla mnie, ale też ja nie będę dobrą kobietą dla niego. A co najgorsze, bardzo mnie męczą te ciągłe smski, spotkania, głupoty...

Coż, spróbowałam, to nie to, move on!





środa, 6 lutego 2013

spotkałam się z K. Poszliśmy na baaaardzo długi spacer i ... dawno nie czułam się tak dobrze.

Jest to jedyna relacja w moim życiu, która rozwija się spokojnie. Tańce, spacer, niewinne smski, aż sama nie mogę w to uwierzyć.

Nie mam pojęcia, czy coś z tego może być, ale wiem jedno - na pewno nie skończy się na dwóch spotkaniach. K. jest nieziemsko zabawny, ma rozczulający uśmiech, fajne zęby, ciekawą urodę. Raczej nie jest moim urodowym ideałem, ale coś mnie do niego przyciąga. Hm. Do tego czas z nim płynie zupełnie inaczej!

Ciekawa jestem co będzie dalej :)


poniedziałek, 4 lutego 2013

niedziela, 3 lutego 2013

ten klub stał się moją ulubioną odskocznią ostatnio. zawsze jak tam idę spotyka mnie coś nowego.

w piątek impreza zaczęła się od drinka i leniwej rozmowy ze zblazowanym 34-latkiem, który twierdził, że to kobiety są odpowiedzialne za całe zło na tym świecie. uparcie twierdził, że notorycznie kłamią i dlatego nie można ufać żadnej z nich. absolutnie ŻADNEJ!
jak poszłam potańczyć,poszedł za mną. w międzyczasie sprawdziłam, czy Ł. się odezwał, co bardzo zdenerwowało mojego towarzysza rozmowy. zaczął zabierać mi telefon i zrobił się nieprzyjemnie agresywny. okropieństwo!
na moje szczęście jak szliśmy na parkiet przechwyciła go jakaś napalona lala, wsadziła mu język do gardła i nie wyjęła już do 4 nad ranem. uff

później napatoczył się łysy i wydziarany. ładne mięśnie, dobre ruchy, ale okropnie brzydkie zęby. automatic out!

tańcząc z łysym zauważyłam że zerka na mnie a la Marshall Eriksen. doprawdy uroczy chłopiec, który ostatecznie zapewnił mi bardzo udany wieczór.

sobota, 2 lutego 2013

skoczyłam wczoraj do A. na ploteczki. wspominałyśmy modę z podstawówki i dużo rozmawiałyśmy o naszych starych znajomych. było przemiło.

wieczoru dopełniły wybory miss polonia. z racji tego, że jedna z kandydatek pochodziła z naszego rodzinnego miasta postanowiłyśmy wejść w mainstream na chwilę. zaczęłyśmy oglądać and we were hooked!

najlepszy moment to jak zwykle pytania do kandydatek. żadna nie wspomniała o pokoju na świecie (damn!), za to pojawiły się inne wytrychy: pewność siebie, starzy ludzie, życie chwilą i wada wymowy. i oczywiście my personal fav JPII!


wtorek, 22 stycznia 2013

spotkanie z A. było fantastyczne. tak dawno się nie widziałyśmy, więc było dużo rzeczy do omówienia. spotkałyśmy się w Regeneracji, A. przyprowadziła swojego psiaka, wypiłyśmy, pogadałyśmy, pośmiałyśmy się.

A. robi imprezę 15.04, zebrała już DJki, ma miejscówkę i mimo że to nie będzie impreza w zupełnie moim stylu, to i tak na pewno się wybiorę.

Pojęczałyśmy też trochę na nasze związki (a jakże), a raczej ich obecny brak, i straszną pustkę jaka temu wszystkiemu towarzyszy. Mnie już wszystko przeszło, tylko z każdym smsem od G. łapie mnie ogromny wkurw. za to A. przeżywa ogromnie i tak mi jej szkoda, bo świetna z niej laska. brałabym!

poniedziałek, 21 stycznia 2013

odnośnie niedzielnych tańców:
wchodzę z Ł. do klubu i oczekuję dzikiego tłumu ochoczo bawiącego się przy gorących rytmach, a tam kilku podstarzałych, pijanych panów, morze samotnych lasek i... w sumie tyle.
był tam facet zadziwiająco podobny do G., którego nie widziałam od maja 2012. zaprosił mnie do tańca (oh sooooo oldschool!), więc miałam okazję obadać, czy to G. czy nie. Nie był wydziarany, śladów po usuwaniu tatuaży też nie miał. do tego był nadzwyczaj radosny, a to do G. niepodobne...

chociaż wciąż pisze, że się zmienił.
blue monday mija mi bezboleśnie. pouczyłam dziecko, zrobiłam zakupy, zrobiłam pycha sałatkę z kaszą gryczaną! nie sądziłam, że sałatka z kaszą gryczaną is a thing, oh but it is! pospałam i umówiłam się na gorącą girl to girl date. hihi

jedynie przybija mnie, że nie wiem już jaki serial obejrzeć. jakieś propozycje?
najgorszy pomysł ever?
wyjście na tańce w zimowy niedzielny wieczór!

sobota, 19 stycznia 2013

beginner's luck

wczoraj wybrałam się z Ł. do klubu. na początku było dziwnie, ale impreza się rozkręciła. bawiłam się z pewnym Tomkiem, prostym chłopcem z Podlasia. postawił mi drinka, zaprosił do siebie do domu i ... zniknął! zastanawiam się, czy pójść tam dzisiaj, może tam będzie. czy to głupie? jedyny minus jaki miał, to za bardzo się ślinił :P
poza T. zarywał do mnie Egipcjanin, dałam mu numer; później był jakiś za niski koleś, jeszcze jakiś namolny afro i otyły koleś, który obtańcowywał mnie niewinnie od samego początku.

G. się znowu odzywa. po moim smsie "czy napisałeś tylko po to, żeby namieszać mi w głowie" napisał, że przyjdzie nowe, będą nowi znajomi, przyjaciele, nowe zespoły. odpisanie zajmuje mu średnio tydzień. znów nie wiem o co chodzi, ale się chyba tego od niego nie dowiem, więc postaram się to po prostu jakoś przełknąć.

wtorek był naprawdę low point for me. jechałam do anki, jak już prawie byłam na miejscu, słuchając Beiruta poryczałam się strasznie żałośnie. przez kogo? proste, przez G.
bilans wczorajszej nocy: jedno zupełnie niestosowne miejsce, 4x2x2x1. coś mi mówi, że jeszcze tam wrócę, hihi :D

sobota, 12 stycznia 2013

w poniedziałek napisał do mnie Gabriel. ze zyczy mi samego dobra w nowym roku i ze caluje. pozniej napisał, ze nie zapomina i poprzedni rok byl najgoszy w jego zyciu i ze odcial sie od tego co robil wczesniej.

i tym samym namieszal mi w glowie ponownie.

piątek, 4 stycznia 2013

odkryciem dzisiejszego dnia jest myepisodes.com

według tej strony obejrzałam 27 seriali, co w sumie wyniosło 2480 odcinków. jednym słowem zmarnowałam 130080 minut, co jest równe 3 miesiącom, 6 dniom i 8 godzinom.